Volkswagen

Czy wiesz, kto to jest Michael Horn? On jest CEO Volkswagena w Ameryce. Wiesz, co się ostatnio działo w Volkswagenie? Afera Dieselgate? Okazało się, że oprogramowanie, które kontroluje silnik diesla w niektórych ich samochodach zostało specjalnie napisane tak, aby spełniać testy emisji spalin. O tak, okazało się, że oprogramowanie może wykryć moment wykonywania testu emisji i zmienić tryb silnika, tak aby emitowana była tylko jedna czterdziesta ilości szkodliwego tlenku azotu w stosunku do ilości, gdy silnik pracuje normalnie.


No więc kilka dni temu Michael Horn zeznawał przed Kongresem w tej sprawie. Wiesz co powiedział? Powiedział ustawodawcom, co następuje:


“To była grupa inżynierów oprogramowania, którzy wrzucili to tam z jakiegoś powodu”


Możesz usłyszeć, jak to mówi w momencie 1:12:05 tego nagrania.


A teraz, nie ważne, że nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w te niedorzeczne oświadczenie. Skutki mogą być poważniejsze.


  1. Z powodu tego nagrania z Kongresu programiści mogą być użyci jako kozły ofiarne. Te konkretne oskarżenie może być uznane za nie do uwierzenia, ale w następne mogą już uwierzyć. W rzeczy samej, jak tylko zarządzający firmami trochę nauczą się tej gry, mogą spreparować bardziej przekonujące dowody na rzekome malwersacje programistów.
  2. Opinia publiczna przekona się, że to programiści mogą być winowajcami. Dojdzie do tego jeszcze szybciej, kiedy następnym razem coś pójdzie nie tak - katastrofa samolotu, pożar, powódź - kiedy ludzie dojdą do wniosku, że to zrobił któryś z programistów. Jasne, że może to potrwać, ale tak niedawno nie istniał jeszcze pomysł bezpośredniego wpływu programistów na katastrofy.


Ale to jest takie moje paranoiczne gadanie. Martwię się, że pewnego dnia opinia publiczna i politycy zdadzą sobie sprawę, że bezgraniczna wiara w programistów zaszła za daleko i uregulują ich ciut za daleko. Słyszałeś, jak głosiłem to już wcześniej.


Prawdziwy Problem


Pomijając to wszystko co wyżej, mamy tu o wiele głębszy problem.


Jacyś programiści, w rzeczy samej to zrobili.


To, że zrobili to bez autoryzacji jest nieprawdopodobne, ale też nieistotne. Oni to zrobili.


Nie ma znaczenia, że ich szefowie powiedzieli im, żeby to zrobić. Oni to zrobili.


Nie ma znaczenia, że dostali za to wynagrodzenie. Oni to zrobili.


Możesz oczywiście wysnuć kontrargument, że ci programiści nie wiedzieli co robią. Że oni dostali po prostu jakieś specyfikacje i zaimplementowali te specyfikacje i nie mieli pojęcia, że będą z tego tytułu współsprawcami szwindlu na masową skalę.


Myślę, że ten argument jest nawet bardziej niedorzeczny niż ten pana Michaela Horna. Oni wiedzieli. A jeżeli nie wiedzieli, to powinni byli wiedzieć. Oni mieli obowiązek wiedzieć.


Gdybyśmy mieli prawdziwą profesję, ci programiści zostaliby skonfrontowani z tą profesją, osądzeni, uznani winnych i w niesławie pozbawieni prawa do wykonywania zawodu.



Poniższy tekst jest luźnym tłumaczeniem wpisu bloga Roberta Cecila "Wujka Boba" Martina ze strony :
https://8thlight.com/blog/uncle-bob/2015/10/14/VW.html
Proszę o komentarze, jeżeli ta luźność jest zbyt daleko posunięta.








4 komentarze:

  1. Programiści pisali, to co mieli za zadanie napisać - i winienie programistów za decyzje "odgórne" jest tu IMO nie na miejscu. Zapewne dla jednych się to podobało, dla drugich nie - a jeszcze inni kładli na to lachę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arku,
      Dzięki za głos w dyskusji. Tak, jak piszesz postawy wśród nas są różne. Ciężko jest weryfikować szalone pomysły klientów/szefów, chociażby z tego powodu, że grozi to utratą pracy. Z drugiej strony warto moim zdaniem mieć punkt odniesienia, żeby się nie zgubić.

      Jestem podobnego zdania co Wujek. Każdy specjalista - lekarz, prawnik, informatyk powinien brać odpowiedzialność za swoje działania.

      Poszedłbym nawet o krok dalej.
      Przypomina mi się katastrofa Challengera.

      https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_promu_Challenger#

      Tam inżynierowie wiedzieli. Poinformowali nawet swoich przełożonych. W moim odczuciu już nigdy spokojnie nie zasną, bo przełożeni zataili ich ostrzeżenia i puścili misję. Zginęli ludzie.
      Inżynierowie powinni IMHO poruszyć niebo i ziemię (choćby poinformować media z narażeniem swoich stanowisk pracy). To, według mnie, stanowi o profesjonaliźmie.

      Usuń
  2. Dzięki za link o Challenger'ze, nie znałem tego. Twoja (i Wujka Boba) jest jak najbardziej etyczna i godna naśladowania - jednak nie zapominajmy o tym, że lekarz czy prawnik jest zawodem, gdzie odpowiedzialność leży w jednym "punkcie" - u programistów, nie możemy powiedzieć dokładnie kto jest odpowiedzialny za efekt końcowy - czy to programista, team leader, manager czy CTO.

    Jeśli będziemy forsować "ustandaryzowanie" zawodu programisty (czyli jakieś pozwolenia na pracę / wykonywanie zawodu, osobny kodeks pracy itd.) to prawdopodobnie nasz wolny rynek tylko na tym straci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wujek przewiduje, że jeżeli tego nie zrobimy sami, na naszych warunkach, zaraz po większej katastrofie spowodowanej przez programistę, przyjdą do nas politycy i zrobią to siłą, na Ich warunkach.

      Mówi o tym tu:
      https://www.youtube.com/watch?v=ecIWPzGEbFc

      Usuń